Modelarstwo.info

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Główna Ogólne Techniki modelarskie Woda na makiecie część I - Napełnianie zbiornika

Woda na makiecie część I - Napełnianie zbiornika

(22 głosy(ów), średnio: 4.23 na 5)
Spis treści
Woda na makiecie część I
Napełnianie zbiornika
Wszystkie strony
Po skomponowaniu dna i brzegów kolejnym etapem jest oczywiście zatopienie naszego zbiornika. W ofercie kilku firm są produkty, które dalej dla uproszczenia będziemy dalej nazywali „wodą”, choć nie brakuje również i własnych pomysłów, wynikających z inwencji modelarzy. Skupię się na trzech rodzajach, z których „własnoręcznie” wypróbowałem tylko jeden, a dwa kolejne miałem okazję dość dokładnie przestudiować i zapoznać się z „technologią” ich tworzenia. Te 3 metody to: bezbarwny klej polimerowy, żywice epoksydowe (potocznie zwane wodą dwuskładnikową) oraz styren („woda jednoskładnikowa”).

Kleje polimerowe charakteryzuje duża przezroczystość i łatwość w postępowaniu, choćby z powodu możliwości dowolnego ich rozcieńczania. Efekt daje jednak tylko i wyłącznie wylewanie kolejnych, bardzo cienkich warstw takiego kleju. Jeżeli taka warstwa będzie zbyt gruba, to część rozpuszczalnika nie będzie mogła odparować na zewnątrz i skorzysta z tworzących się z powodu naturalnego skurczu w masie kleju pustych przestrzeni. Efektem będą bąble, z których tylko części uda się dotrzeć przez gęstniejący klej do powierzchni . Reszta pozostanie wewnątrz, kompletnie psując efekt. Stopień rozcieńczenia i grubość warstwy – czyli ilość wylewanego kleju – trzeba dobrać doświadczalnie. Metoda ta daje dobre efekty, z powodzeniem można zatopić w „wodzie” podwodną roślinność i inne obiekty, jak pnie i gałęzie. Ostatecznie otrzymujemy bardzo spokojną toń, idealną dla bagiennego jeziorka. Jednak w przypadku modelowania wody płynącej, ta spokojna toń może już wyglądać  cokolwiek nienaturalnie. Woda z kleju wykazuje jeszcze jedną cechę. Otóż lepiszcze jest nasycone dużą ilością zmiękczaczy (plastyfikatorów) i nigdy nie stwardnieje do końca. Woda z „polimeru” wykazuje więc cechy bardzo gęstej cieczy, jest elastyczna w dotyku i jeżeli przechowujemy gotową makietę (moduł) w pozycji innej niż pozioma, zachodzi efekt przelewania się w dół. Co prawda jest to odwracalne i po zmianie pozycji woda powoli „wraca na miejsce”, może to jednak być denerwujące. Kleje takie praktycznie nie reagują z materiałem, z którego wykonamy dno, zatem o wystrój zbiornika możemy być spokojni. Tanio, ale nie szybko, czyli dla wybitnie cierpliwych.

Żywice epoksydowe, czyli „woda dwuskładnikowa” twardnieją w masie (fachowo: sieciują się), ostatecznie wykazując również właściwości bardzo, ale to bardzo gęstej cieczy. Tak gęstej, że efekt przelewania się można pominąć. Nie reagują (a przynajmniej nie powinny) z dekoracją dna. Firmowe produkty do otrzymywania wody mają też dość dużą „lejność”, co zapobiega tworzeniu się bąbli, przy zachowaniu odpowiedniej staranności, rzecz jasna. Przez odpowiednie dobranie żywicy można także zapobiec skurczowi, który często odrywa „wodę” od dna, wytwarzając mleczną, nieprzezroczystą warstwę. Z punktu widzenia modelarstwa materiały te mają dość istotną wadę – nie są do końca przezroczyste albo nie są bezbarwne. Żywica sieciuje się korzystając z reakcji kondensacji. W jej efekcie zazwyczaj powstaje woda, uwięziona w masie żywicy. Dla jej pochłonięcia do żywic dodaje się więc substancje wiążące wodę i stąd efekt zmętnienia całości, znany chociażby z popularnych klejów epoksydowych, gdzie przezroczyste żywica i utwardzacz dają mętny produkt. Problem ten można rozwiązać, stosując odpowiednie dodatki wiążące, ale konsekwencją zachowania przezroczystości jest zabarwienie. Stąd dwuskładnikowe „wody” są po zastygnięciu zielonkawe bądź niebieskawe – to efekt dodania popularnych „pochłaniaczy” wody czyli bezwodnych soli niklu lub miedzi. Trzeba zatem pamiętać o tym zjawisku, dobierając kolor dna, żeby w ostateczności zwykły rów nie nabrał „adriatyckiego” błękitu. Żywice te są też dość drogie, znacznie droższe od kleju czy styrenu.

Przykłady ze znanych firm to Hekiaqua (Modellbau-Wasser) nr kat. 3550 czy Faller Giessmasse nr kat. F180508. Faller oferuje też jednoskładnikowy „żel”, ale podobno efekty są w jego przypadku kiepskie. Z kolei Valejo ma jednoskładnikową żywicę, tężejącą w kontakcie z powietrzem, ale nie widziałem efektów jej stosowania. Sam producent zastrzega, że jest to imitacja „spokojnej” wody.



Właśnie styren jest oferowany w cenie 3-4 razy niższej pod żywic przez czeską firmę Polak pod nazwą Aquaplastic nr kat 5502. Należy się też obchodzić z nim ostrożnie – jest palny i cokolwiek lotny, wdychanie powoduje różne nieprzyjemne efekty w głowie i gardle!!! Zatem dobrze wietrzymy pracownię.  Poważną wadą tej substancji – o czym również dalej – jest duża agresywność chemiczna. Styren rozpuszcza popularny w konstrukcji terenu styropian (czyli spieniony polistyren), wchodzi w zadziwiające nieraz reakcje barwne z materiałami organicznymi i –uwaga !! – atakuje też popularną szpachlówkę akrylową, powodując zmętnienia. W zasadzie jedynym pewnym w kontakcie ze styrenem materiałem, wykorzystywanym na makiecie, jest gips.

Styren ma jednak kilka niezaprzeczalnych zalet. W reakcji polimeryzacji nie powstają żadne inne produkty. Odpowiednio spreparowany ma poprawną „lejność”, niedostrzegalny skurcz,  a uwięziony w szczelnym zbiorniku pięknie polimeryzuje, dając niemal całkowicie przezroczysty materiał. Minimalne różnice przezroczystości – efekt chaotycznej w kierunkach reakcji – dają z kolei wrażenie „dynamiki”, ruchu wody. Nie bez powodu napisałem też „odpowiednio spreparowany”, gdyż dla interesującej nas polimeryzacji w masie konieczne są dodatki – stabilizatory i plastyfikatory, o co jednak zadbał już producent.

Tu mała dygresja. Używanie czystego styrenu, jeżeli ktoś wszedłby w jego posiadanie, jest stratą czasu Bez dodatków w trakcie polimeryzacji powstają tak duże wewnętrzne naprężenia, że w polimerze powstają liczne pęknięcia. W efekcie większa objętość polimeru będzie już zdecydowanie matowa.  

Image Image
Zdjęcie 1
Po tej dawce teorii czas na ćwiczenia praktyczne. Na warsztat wziąłem niewielką rzeczkę, którą przekracza odtwarzany przeze mnie szlak kolejowy (zdj.1). Ciek ów po jednej stronie nasypu linii płynie dość wartko, prostym korytem. Po drugiej stronie traci na wartkości i rozlewa się szerzej, płynąc przez łąki. Na większości odtwarzanego odcinka nie ma praktycznie żadnej roślinności podwodnej i wynurzonej, pojawiają się one dopiero na odcinku łąkowym. Przygotowałem zatem ciemne dno z wijącą się wstęgą piasku i licznymi zatopionymi przeszkodami. Krawędzie segmentu zabezpieczyłem kilkakrotnie złożoną grubą folią polietylenową, dociśniętą przez deseczkę ściskiem stolarskim.

Pierwsza próba  ze styrenem zakończyła się jednak kompletnym blamażem. Po zmieszaniu z inicjatorem polimeryzacji i usunięciu przez powolne mieszanie bąbelków wylałem go w przygotowane koryto i po kilku minutach mogłem obserwować, jak poprzez „wypalone” w podłożu dziury ciecz ucieka, pozostawiając w masie efektowne bąble. Mimo to powierzchnia pozostała gładka!

Image Image
Zdjęcie 2
Do kolejnej próby przygotowałem się już lepiej i wylałem styren do kartonowej „wanny”, uszczelnionej szpachlówką akrylową. Wewnątrz znalazł się cały wystrój dna na bazie barwionego pyłu drzewnego i przeróżnych patyczków, solidnie pokrytych czarną olejną farbą i bezbarwnym lakierem akrylowym w sprayu. W kilku miejscach złośliwa „woda” znalazła sobie jednak drogę przez podłoże. Efektem były bądź ucieczka, zmętnienie w pobliżu dna i bąbelki (zdj.2), bądź zadziwiająca reakcja barwna z jakąś organiczną substancją z pyłu drzewnego, dająca czerwonawe zabarwienie tu i ówdzie. Natomiast pomalowane na czarno farbą olejną patyki ostały się całkiem dobrze. Nie zauważyłem też, by styren atakował popularne modelarskie gąbki czy trawy, wykonane z odpornych poliamidów.
Image Image
Zdjęcie 4
Image Image
Zdjęcie 3
Z pozytywnych zjawisk: „woda”, lana z dwóch stron bardzo ładnie wypełniła przestrzeń dla niej zarezerwowaną pod mostkiem (zdj.3). Powstała gładka i równa powierzchnia, choć po dłuższym czasie pojawiły się na niej miejscami charakterystyczne dołki po pękających bąbelkach. Miejscami dno wyglądało naprawdę efektownie, podobnie jak i przeszkody, zarówno te całkowicie zanurzone, jak i częściowo wystające nad wodę (zdj.4). W jednym miejscu złośliwa ciecz znalazła sobie większą dziurę, stąd zaklęśnięcie, które usiłowałem wypełnić pniem powalonego drzewa. Wszystkie czynności ratunkowe były jednak utrudnione z powodu ograniczonym możliwości manewrowania narzędziami, szczególnie w okolicach mostu.

Tworzywo daje się też ciąć, szlifować i nawiercać. Obrabiane powierzchnie stają się mętne, jednak można te zmętnienia usunąć przez szlifowanie i polerowanie. Efekt psuje też menisk, stąd wniosek, że przy swobodnym zatapianiu zbiornika trzeba szczególnie zadbać o zamaskowanie krawędzi wody, bądź przewidzieć miejsce na szlifowanie i polerowanie.

Kiedy w końcu zniszczyłem po raz kolejny moją rzekę i obejrzałem połamane kawałki „wody”, okazało się, że wytworzony polistyren jest znakomicie jednorodny i przezroczysty. Wcześniej jednak – z resztek z opakowania - dokonałem serii odlewów w gipsie, które okazały się bardzo udane i naprowadziły mnie na nową metodę wytwarzania polistyrenowej wody na makiecie. Ale o tym już w następnym odcinku.

Trackback(0)

TrackBack adres do tego komentarza

Komentarze (0)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza

Napisz Komentarz

smaller | bigger
security image
Ponizej Wpisz Kod bezpieczenstwa

busy