Modelarstwo.info

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Główna Ogólne Techniki modelarskie Woda na makiecie część I

Woda na makiecie część I

(17 głosy(ów), średnio: 4.29 na 5)
Spis treści
Woda na makiecie część I
Napełnianie zbiornika
Wszystkie strony

Image Image Wszelkiego rodzaju zbiorniki i cieki wodne bez żadnej wątpliwości dodają uroku naszym makietom, ale stanowią nie lada modelarskie wyzwanie. W tekście tym postaram się, zatem opisać zarówno dostępne technologie wytworzenia imitacji wody jak i kwestię aranżacji samej wody oraz jej otoczenia.

Najpierw jednak trzeba rozważyć, jaki zbiornik chcemy umieścić w naszej miniaturowej rzeczywistości. Czy ma to być rzeka czy rów melioracyjny, staw, sadzawka czy fragment jeziora?  Jeśli rzeka, to jaka pasuje do „klimatu” na konkretnej makiecie? Górski potok czy leniwie toczący wody nizinny ciek? A może coś pomiędzy nimi – wartka rzeka, których na nizinach nie brakuje, czy też może żeglowny kanał? Jak i w całym modelarstwie, wypadało by zacząć od niewielkich form: małego stawu czy nawet szerszego rowu, pokonującego szlak kolejowy przepustem. Trzeba to przewidzieć w projekcie już na wstępnym etapie budowy makiety i odpowiednio ukształtować teren.

Po dokonaniu tego wyboru koniecznie należy udać się „w teren” i znaleźć podobny zbiornik czy ciek. W ostateczności można przestudiować zdjęcia z internetu, choć nic nie zastąpi osobistej obserwacji i wykonania serii zdjęć z interesującymi detalami. Podobnie jak w przypadku innych motywów na makiecie, opieranie się w budowie na ogólnym wyobrażeniu jak coś wygląda daje najczęściej kuriozalne efekty. Zaczynamy więc od spaceru, najlepiej z aparatem fotograficznym. Musimy przede wszystkim zwrócić uwagę na takie szczegóły jak kolory dna, wszelkiego rodzaju podwodne przeszkody i roślinność – wszystko to trzeba będzie przygotować przed napełnieniem zbiornika modelarską wodą.

Najprostsza do wykonania jest rwąca górska rzeka czy potok – widok jakże często spotykany na makietach. Dno w takich ciekach to wyłącznie otoczaki różnego kalibru i gruby piach, roślinności podwodnej nie ma praktycznie wcale a z powodu dużej zmienności poziomu wody brzegi są równie ubogie. Całe koryto jest pokryte tym samym materiałem. Do jego imitacji użyjemy oczywiście drobnego żwiru i piasku, do tego łodyg różnych roślin, naśladujących przywleczone przez wysoką wodę drzewa. Największym problemem wydaje się tu być odtworzenie zawirowań wody.

Image Image
Rysunek 1
Spokojniejszy ciek czy zbiornik wody stojącej wymaga jednak bardziej uważnej obserwacji. Poza drobnymi wyjątkami na dnie dominują ciemne barwy naniesionych osadów. Zazwyczaj w rzece jaśniejszy piach występuje tam, gdzie płynie najsilniejszy nurt, choć są i odcinki, gdzie dno jest ciemne, mimo dość silnego prądu wody. Obszary poza nurtem są praktycznie zawsze ciemne. Z roślinności typowo podwodnej rzucają się w oczy dwa rodzaje: wściekle zielona „trawa wodna”, której długie warkocze wiją się w nurcie i dywany ciemnozielonej moczarki, które najczęściej sąsiadują z jasnym piaskiem czy żwirem (rys.1). Znajdziemy też pewnie pojedyncze głazy narzutowe czy zwalone drzewa a miejscami pozostałości po ingerencji człowieka: rzędy palików, regulujących nurt czy nawet wplecioną między nie faszynę.

Image Image
Rysunek 2
W mniejszych ciekach, czy rowach dno może być nawet jednolicie ciemne. Podobnie w stawach czy oczkach, gdzie jaśniejsze obszary napotyka się wyjątkowo. Woda stojąca ma zazwyczaj bujniejszą roślinność podwodną jak i wynurzoną niż rzeki. W toni unoszą się kłęby moczarki czy wyraźnie różniącego się od niej kolorem rogatka. Krawędź wody i sam brzeg porastają zaś trzciny i sity. Tu ważny szczegół: w naturalnych, bądź starych sztucznych zbiornikach stojących nie ma wyraźnie widocznego skoku terenu na krawędzi wody. Dno podnosi się łagodnie i płynnie przechodzi w brzeg. Trzeba będzie więc zadbać o odpowiednie odtworzenie tego szczegółu. Ułatwi to trzcina, której pas zaczyna się na głębokości kilkudziesięciu centymetrów a kończy praktycznie na suchym lądzie (rys.2).

W praktyce przygotowanie dna rozpoczyna się od zaszpachlowania wgłębienia. W odpowiednich miejscach nanosimy jakąś imitacji piachu (tu pole do popisu dla inwencji modelarzy), jeżeli mamy do czynienia z czymś w rodzaju plaży, piach musi sięgać oczywiście odpowiednio daleko poza planowaną granicę wody. Ciemne obszary pomalujemy zaś czarną farbą, która również musi sięgać w głąb przyszłego lądu. Koniecznie błyszczącą, bo muł pod wodą a nawet ten na brzegu, ale mający z nią kontakt ma charakterystyczny „tłusty” połysk. Tu jeszcze jedna uwaga – nie przesadzajmy z planowaną głębokością. Centymetr „wody” w popularnych modelarskich wielkościach to przecież głębokość rzędu metra!

Na kłęby podwodnej roślinności świetnie nadają się wszelkiego rodzaju gąbki, luzem i na siatkach, trzeba jedynie dobrać ich kolor. Umieszczamy je oczywiści poniżej planowanego lustra wody, choć czasem rośliny te rozrastają się tak bujnie, że tworzą dywany na powierzchni.

Pewien problem napotkamy przy trzcinach. Jako ich imitację powszechnie stosuje się różnego rodzaju włosie, choćby z pędzli. Trzeba jednak zadbać o zabarwienie go na odpowiedni odcień zieleni, bo połączenie szaro-burej naturalnej barwy włosia z zielenią letniej roślinności jest wyjątkowo rażące. Efekt da wymieszanie szarych i zielonych włókien, które będą imitować trzcinę zieloną - tegoroczną i szaro-brązową - zeszłoroczną. Błędem jest też sadzenie trzciny w kępach – roślinność ta w naturze błyskawicznie się rozrasta, tworząc jednolite dywany na większej powierzchni. „Zasadzenie” dywanu z pojedynczych włosów zamiast kilku kępek jest oczywiście dużo bardziej żmudne, ale ostateczny efekt z pewnością to zrekompensuje. Z kolei niższe i ciemniejsze sity rosną właśnie w kępach, czasami nawet w sporej odległości od brzegu.

Można też pokusić się o zasadzenie niższego od trzcin tataraku o wyraźnie jaśniejszej barwie. Tatarak często tworzy pasy, rosnące wzdłuż brzegu na tej samej głębokości i oddzielające strefę trzcin od otwartej wody. Może jednak samodzielnie porastać brzeg.  Świetną jego imitację napotkamy w ofercie firmy Noch pod nazwą „Grass-Flor” – to twarda, ok. centymetrowa „szczecina”, stercząca z podkładu o konsystencji watoliny. Podkład trzeba zabarwić na czarno – po zalaniu „wodą” będzie świetnie imitował przestrzenny gąszcz kłączy tataraku. Efektownie będą też wyglądać grążele, potocznie zwane nenufarami. Ich przygotowanie musi być jednak dwustopniowe, rośliny te posiadają duże podwodne liście, które wraz z łodygami trzeba zalać „wodą” by potem, na powierzchni umieścić liście pływające. Pozostaje umieszczenie zatopionych drzew i gałęzi, też pomalowanych na „czarny połysk”.

Powyższe reguły odnoszą się do większości zbiorników i cieków nizinnych, z dwoma wyjątkami. To popularne „żwirownie” oraz niektóre średnie i duże rzeki, płynące przez tereny piaszczyste, w których to napotkamy na zmętniałą wodę. W zbiornikach pożwirowych dno jest bardzo jasne, jednak praktycznie zawsze woda w nich jest mętna z powodu dużej ilości najdrobniejszego piachu. Ponadto roślinność w żwirowniach jest zazwyczaj bardzo uboga, wyjątkiem są zbiorniki istniejące odpowiednio długo, ale wtedy dno w nich może być już ciemniejsze od organicznych osadów. W rzekach jak np. Bug również napotkamy na mętną z powodu piachu wodę, praktycznie brak podwodnej roślinności i dość jasne dno. To kolejny argument za tym, by połączenie przejrzystej wody i jasnego, piaszczystego dna uznać w naturze za cokolwiek nienaturalne.